Tory na pumptracku, który powstaje obok orlika na ul. Wiosennej, nabrały kształtu. Termin oddania do użytku obiektu przeznaczonego dla rowerzystów został jednak przesunięty o trzy miesiące. To efekt nieoczekiwanych problemów, jakie napotkał na placu budowy wykonawca. W połowie lipca ma ponownie ruszyć z robotami.
Miejską inwestycję kosztem 1 mln 136 tys. zł realizuje firma BikeUniverse. Jej pracownicy uformowali już dwa tory, które będą się składały z muld, band i specjalnie wyprofilowanych zakrętów pozwalających rozwijać prędkość bez pedałowania czy – w przypadku hulajnóg – odpychania się nogą. Trasy czekają na położenie asfaltu.
Tory to zasadnicza część inwestycji, która wymaga jednak infrastruktury towarzyszącej: stojaków na rowery, ławek, latarni oświetlających teren, parkingu dla samochodów i przede wszystkim drogi dojazdowej. I to właśnie przez drogę prace na pumptracku utknęły. A w zasadzie przez drzewo, które rośnie obok.
Dojazd do torów od strony ul. Bolesława Krzywoustego budowany jest bowiem na wąskiej działce należącej do miasta, która liczy 3,2 m szerokości. Przepisy budowlane wymagają, by utwardzona droga prowadząca do obiektu była szeroka na co najmniej 3 m. Margines jest więc niewielki.
Co prawda na działce przeznaczonej pod dojazd do pumptracku nie ma żadnych nasadzeń ani zabudowań, ale na prywatnej posesji obok, tuż za płotem, rośnie orzech, którego korzenie biegną m.in. pod planowaną drogą, uniemożliwiając korytowanie terenu i zagrażając trwałości asfaltu.
– Właściciele działki, na której rośnie drzewo, na etapie projektu złożyli wniosek o jego wycięcie i uzyskali na to zgodę ze strony gminy miejskiej. Mimo wcześniejszych ustaleń nie zdecydowali się jednak na usunięcie drzewa. Ze względu na granice prywatnych działek znajdujących się obok nie mogliśmy przesunąć drogi. Musieliśmy zastosować zamienne rozwiązania projektowe, które były uzależnione od opinii dendrologicznej. To wstrzymało na jakiś czas realizację inwestycji – wyjaśniła nam Magdalena Grala, naczelniczka Wydziału Inwestycji i Rozwoju w Urzędzie Miejskim w Złotoryi.
Dendrolog w swojej opinii stwierdził, że podcięcie korzeni nie wpłynie na stateczność orzecha. Tym samym dał wykonawcy zielone światło do kontynuowania robót ziemnych i korytowania gruntu pod drogę, co ma jej nadać wymagane przepisami nachylenie.
– Wykonawca ma wrócić na plac budowy w ciągu dwóch tygodni – zapowiedziała zaraz na początku lipca pani naczelnik. – Kolejnych kilka tygodni powinno zająć dokończenie inwestycji. Liczymy na to, że tory będą gotowe jeszcze przed terminem określonym w aneksie do umowy.![]()











Filtry