To było wyjątkowo serdeczne spotkanie w złotoryjskim ratuszu. Burmistrz Paweł Kulig gościł dziś Klausa Biedermanna – człowieka mającego wiele wspólnego z najbardziej znaną legendą dotyczącą Złotoryi. Powodem wizyty był obraz, który przywędrował do złotego miasta z Niemiec.
Klaus Biedermann to potomek Alberta Zobela, jednego z siedmiu złotoryjskich mieszczan, którzy wg legendy mieli ocaleć z zarazy w 1553 r. – tak uważa historyk Alfred Michler, który odszukał Biedermanna kilkanaście lat temu w Saksonii, w Hernnhut – łużyckim miasteczku oddalonym zaledwie 130 km od Złotoryi.
Od tamtej pory pan Klaus już kilkukrotnie odwiedzał nasze miasto, najczęściej w Wigilię i z muzykującą rodziną, z którą występował podczas śpiewów wigilijnych w Rynku. Do Złotoryi ma ogromny sentyment, bo jest Goldbergerem z pochodzenia – tu się urodził w marcu 1941 r. Został ochrzczony w kościele Mariackim, gdzie wcześniej, w 1930 r., ślub wzięli jego rodzice.
Dziś przyjechał jednak do krainy swego dzieciństwa w zupełnie innym celu niż kolędowanie. W złotoryjskim ratuszu pojawił się z żoną Christianą i córką Andreą Zelmer. Przywiózł ze sobą niewielki obraz namalowany w 1931 r. przez Bruno Gabrischa, niemieckiego artystę, malarza i grafika. To oryginalna akwarela, która przestawia złotoryjski Rynek z dorożkami i wyniosłą wieżą kościelną w tle. Obraz trafił w ręce pana Klausa przypadkiem.
– Przekazała mi go sąsiadka, która robiła porządki w swoim domu. Nie potrafiła powiedzieć, jak znalazł się w jej rodzinzie. Wiedziała jednak, że jestem związany ze Złotoryją, że bywam w mieście, więc mi go przekazała – opowiada.
Niemiec nie zatrzymał obrazu dla siebie i nie powiesił na ścianie swojego salonu. – To taka nasza wspólna opowieść, nasza historia. Uważam, że najlepiej będzie, jak trafi do złotoryjskiego muzeum – dodaje.
Biedermannowi w imieniu mieszkańców podziękował Paweł Kulig. – Za to, że dzieli się pan tym, co jest cenne dla nas, czyli historią. Obraz zawiśnie w szczególnym miejscu. Będzie pokazywał jedność między nami, która musi być zachowana, i więź, która nas łączy właśnie poprzez to miasto. Zawsze jesteście państwo szczególnymi gośćmi u nas w mieście. Dzięki takim spotkaniom jak dziś ta nasza historia jest zawsze żywa – podkreśla burmistrz.
Akwarela trafi do Muzeum Złota. – Dla nas ma wartość symboliczna – zapewnia Zbigniew Gruszczyński, dyrektor Złotoryjskiego Ośrodka Kultury. – Opiszemy, kto jest darczyńcą, i wyeksponujemy ją.
– Ten obraz jest przede wszystkim cenny z tego względu, kto go przekazuje – potomek jednego z siedmiu ocalałych z zaraza – zaznacza Sylwia Dudek-Kokot, złotoryjska przewodniczka i regionalistka, która brała udział w spotkaniu w ratuszu. – To świadczy o ciągłości historycznej Złotoryi. Dla nas to wyjątkowe. Jesteśmy spadkobiercami tej historii, która tutaj była i czujemy się w obowiązku ją pielęgnować.
![]()
Klaus Biedermann mieszkał na ul. Legnickiej (w okolicach skrzyżowania z dzisiejszą ul. Polną). Wyjechał ze złotego miasta w 1945 r., jako 4-letnie dziecko. Wspomnień nie ma więc zbyt wielu. Jednym z nich jest obraz dworca kolejowego. – Pamiętam, że gdy podróżowaliśmy pociągiem do wujka do Legnicy, szliśmy mocno w dół do stacji, a po powrocie wspinaliśmy się w górę. Widoki były bardzo ładne – uśmiecha się na wspomnienie obrazów z dzieciństwa.
Podczas dzisiejszego spotkania doszło nie tylko do przekazania miastu przedwojennego obrazu. Pan Klaus pokazał również kilka pamiątek rodzinnych, w tym zdjęcie swojej pokaźnej familii. Goldberger doczekał się… aż 13 dzieci, 25 wnucząt i 10 prawnucząt. W złotoryjskim ratuszu był pod ogromnym wrażeniem przyjaznego przyjęcia, jakie mu zgotowano. Od burmistrza w prezencie otrzymał m.in. grafikę Zygmunta Luksandra przedstawiającą kościół, w którym został ochrzczony.
– Mamy trudną historię, Polaków spotkało ze strony Niemców podczas wojny wiele złego. Życzę jednak nam wszystkim, żeby nasze narody pozostawały w przyszłości w tak dobrych stosunkach jak my tu dziś – powiedział na zakończenie wizyty w ratuszu wyraźnie poruszony Klaus Biedermann.












Filtry